Gratulacje dla naszych Koleżanek, które wzięły udział w konkursie dla czytelników na najlepszą recenzję książki Marcina Michała Wysockiego „#Portal randkowy”.

Jury w składzie Wydawca – Qes Agency, Autor – Marcin Michał Wysocki i współpracownik Wydawcy, wyłoniło laureatów konkursu.

Nagrodę główną otrzymała Renata Wojciechowska – bibliotekarka z Miejskiej Biblioteki Publicznej im. Zofii Urbanowskiej w Koninie, która od lat pracuje w Wypożyczalni Głównej. Nagroda główna to tablet z funkcją czytnika e-book Wi-Fi, 7 cali, pdf, ePub, Adobe DRM, z możliwością czytania w nocy + pakiet 633 książek (ebook, wgranych do urządzenia).

Przyznano również wyróżnienia, a jedno z nich otrzymała nasza Koleżanka Małgorzata Hofmann – kierowniczka Filii Łężyn”.

Jak informuje autor książki Marcin Michał Wysocki, wręczenie nagród odbywało się będzie w bibliotekach, z których wpłynęły zgłoszenia na konkurs. W związku z sytuacją pandemiczną terminy wręczenia nagród i spotkań autora książki z laureatami zostaną ustalone indywidualnie z dyrekcją biblioteki, ale autor obiecuje, że w rezultacie będzie chciał dotrzeć do każdej nagrodzonej osoby.

Marcin Michał Wysocki # Portal randkowy

Od razu przyznam – nieco paradoksalnie może – że lektura tej książki była dla mnie miłym rozczarowaniem. A to dlatego, że zabierałam się do niej z pewną rezerwą i buńczucznym założeniem, iż wiem, o czym będzie, czego mogę się po niej spodziewać i pewnością, że niczym mnie nie może zaskoczyć.

Sam tytuł „Portal randkowy” narzucał już zakładaną przeze mnie banalność tematu, wynikającą  z jego dość intensywnego literackiego eksploatowania, a znowuż rekomendacja z okładki :” książka przedstawia czasem zabawne, a czasem zgubne skutki nieostrożnego poruszania się po świecie wirtualnym”,  podejrzliwość o – nawet jeśli miałyby nie być nadto natarczywe, to i tak średnio zwykle dla mnie znośne – dydaktyzujące pobudki autora.

Dlaczego zatem sięgnęłam jednak po tę książkę? Ano, zadecydowała o tym zwykła ciekawość, wręcz pewnego rodzaju skrywane wścibstwo, które wielu z nas korci do ukradkowego, jak się nadarza okazja, zajrzenia do cudzej korespondencji, bo takiej akurat formuły się spodziewałam po rekomendacji tej książki. Zapewniano w niej też, że opisane historie oparte zostały na prawdziwych historiach osób z kilku europejskich krajów, co akurat nie ma tu w zasadzie żadnego znaczenia, bo  oczekiwania, wzruszania, lęki i  obawy bohaterów są zupełnie ponadnarodowe, uniwersalne, ludzkie po prostu. Wszystkie te historie równie dobrze mogły się wydarzyć w Polsce, czy choćby w moim rodzimym Koninie. Aczkolwiek trzeba oddać autorowi absolutnie należne mu uznanie za niezwykła dbałość o szczegóły w opisach lokalnych odrębności i kolorytów. I choć jednak oczekiwana przez mnie konwencja relacjonowania tych historii przez pryzmat przytaczania korespondencji jej bohaterów znalazła się w zdecydowanej mniejszości, to dla mnie były to szczególnie ulubione fragmenty książki, zwłaszcza te zawierające niezwykle inspirujące wymiany myśli na tematy literackie, filozoficzne, mistyczne, bo poza niewątpliwą  wartością poznawczą, urzekały też językowym majstersztykiem ich przekazu.

Co było dla mnie najbardziej zaskakującym walorem tej książki? Przede wszystkim to, że rozwój wypadków i zakończenie każdej z tych ośmiu historii okazały się dla mnie kompletnym zaskoczeniem właśnie: przy każdej z nich wyprzedzałam w myślach ze zgubną  rutyną starej czytelniczej wygi rozwój fabuły, antycypując już w okolicach jej połowy wszelkie możliwe  zakończenia i każde z nich okazało się kompletnym fiaskiem. Zatem jak ktoś lubi być, tak jak ja, zbijany z przysłowiowego pantałyku, to zapraszam do „Portalu randkowego” i serdecznie go polecam, każdego bez wyjątku wywiedzie  w pole – gwarantuję!

W  książce tej zafascynował mnie też świetnie zobrazowany, fenomen pewnej łatwości w budowaniu intymnej relacji z poznanym w wirtualnym świecie człowiekiem. To, jak krótka nieraz  wymiana myśli pozwala nam identyfikować w nim naszą pokrewną duszę, to jak zawierzamy mu tak bardzo, że w przeciwieństwie do realnego świata, w którym zachowujemy większą ostrożność i rezerwę, dzielimy się z nim swoimi prywatnymi sprawami, doświadczeniami, marzeniami, obawami i lękami. I jeśli okaże się nawet, że nasz obraz tej osoby był tylko iluzją, złudzeniem, to i tak niejednokrotnie staramy się  walczyć o te złudzenia, tak jak jeden z bohaterów książki, próbujący z determinacją równą tytułowego  Shaw’owskiego Pigamliona sformatować obiekt owych złudzeń do wcześniejszych, na etapie wirtualnym ukształtowanych wyobrażeń i oczekiwań weń pokładanych. I żarliwie też będziemy kibicować innej bohaterce, by nie straciła wiary w pewnego poznanego wirtualnie, urzekającego pięknoducha, pomimo dość istotnych mrocznych aspektów jego życia, które z czasem wychodzą na jaw, a które realnym życiu dyskredytowałby go już na starcie.

Choć naznaczone pewnym fatalizmem, choć niejednokrotnie dramatyczne w konsekwencjach  i zgubne dla jej bohaterów, to jednak piękne to historie, bo mimo wszystko pozwoliły doświadczyć im tych – aż żal, że po częstokroć zbyt krótkotrwałych – ale bardzo intensywnych chwil ekscytacji i olśnień drugim człowiekiem, które nie wszystkim nam bywa dane przeżyć i bez których jakże jałowe byłoby nasze życie. I mimo przedlekturowych obaw żadnych mentorskich przesłanek w tych historiach nie znalazłam, jeśli już jakieś przesłanie, to takie, że mimo wszystko warto było …

Tekst nagrodzonej recenzji autorstwa Renaty Wojciechowskiej (źródło: Qes Agency):